Wyjątkowy ślub w Krakowie - historia Pauliny i Maćka


Ten dzień reportażu zapowiadał się całkiem zwyczajnie. Jak zawsze miałam naładowane baterie i spakowany potrzebny sprzęt. Na śniadanie zjadłam jajka sadzone, a tuż przed wyjściem jeszcze banana, aby mieć dużo siły do pracy. I nie wiem, dlaczego, ale właśnie taki posiłek stał się moim rytuałem przed fotografowaniem ślubu. Może Was zdziwi aż tak szczegółowy opis, lecz próbuję podkreślić, jak prozaicznie wyglądają godziny przed dotarciem do mojej pracy. Do tej pory byłam pewna, że nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć, bo przecież na wszystko jestem przygotowana. W końcu jestem fotografem ślubnym nie od dziś i znam specyfikę tego wydarzenia. Jednak tym razem spotkało mnie duże zaskoczenie.


Paulina i Maciek organizowali kameralny ślub cywilny w gronie najbliższych, który MIAŁ SIĘ ODBYĆ w Dworku Białoprądnickim. Dobrze czytacie. MIAŁ SIĘ ODBYĆ. Ostatecznie się tam nie odbył...

Kiedy z Pauliną weszłyśmy do Dworku, dowiedziałyśmy się, że osoba nadzorująca to miejsce nie wie o dzisiejszej uroczystości i że sala nie jest przygotowana. Po prostu doszło do małego nieporozumienia - całkiem ludzka rzecz! Pojawiło się pytanie: Co teraz? Opcje były dwie: pobrać się w restauracji lub zdecydować się na plener. Wygrała druga opcja. Mieliśmy duże szczęście, bo dzień nie należał do najbardziej słonecznych, ale akurat podczas zaślubin pogoda nam dopisała.

“Aurelia, wybierz miejsce, gdzie będzie najlepiej”. W ten oto sposób Paulina powierzyła mi rolę wedding plannera ;) Ale nie była to jedyna niespodzianka tego dnia. Tata pana młodego, który miał być świadkiem zapomniał dokumentu tożsamości więc świadkową została babcia Janina.

Dzięki pomocy rodziny spontanicznie zorganizowano stolik i krzesła. Po kilku minutach ceremonia rozpoczęła się, a całe zamieszanie tuż przed nią odeszło w niepamięć. Muszę powiedzieć, że bardzo zazdroszczę Pauli i Maćkowi tego luzu. Jest to coś, co sprawia, że współpraca z nimi to coś fantastycznego! Udowodnili, że w tym dniu nie liczyło się nic, tylko uczucie, jakim siebie darzą oraz radość, którą zresztą widać na zdjęciach, jak również ogrom emocji, który mnie ogromnie zachwycił. Nie brakowało łez i śmiechu. Byli w swoich wyznaniach absolutnie prawdziwi. Paulina po wszystkim powiedziała mi, że tego dnia lepiej wymarzyć sobie nie mogła.


Takich par życzę koleżankom i kolegom z branży. Więcej takich szalonych i niesamowitych dni Paulinie i Maćkowi.


Resztę historii opowiedzą Wam zdjęcia.